czwartek, 19 czerwca 2014
Jeden jedyny krok, nic więcej ...

Po miesiącu wyczekiwania, zgrzytania zębami, utraty płynów i bezsennych nocy, w końcu nastało to, na co wszyscy czekali...  MUNDIAL !!! Wrogeo wróciło do gry !!! Przez cały czas intensywnie trenowaliśmy, zdążyliśmy zagrać sparing z drugoligową drużyną i z niecierpliwością czekaliśmy na kolejny ligowy mecz. Naszym przeciwnikiem była Perspektywa...

Przed spotkaniem, rywale nie byli pewni gry w następnym etapie rozgrywek, a Wrogeo.pl ,mimo pewnego miejsca w fazie play -off , nie zamierzali odpuścić choćby na krok. Zapowiadało to walkę do ostatnich minut meczu, co potem nie okazało się nawet bliskie prawdy. Mecz absolutnie bez historii, widać było nasze doświadczenie, co z zimną krwią przekuwaliśmy na zdobyte kosze.  Przewagę wyrobiliśmy sobie już w 1 połowie, a potem tylko kontrolowaliśmy wynik. Ostateczny  rezultat spotkania to 50:34, co zdawało się być najmniejszym wymiarem kary. O ostatnim spotkaniu grupowym szybko zapomnieliśmy i mogliśmy się skupić na głównym celu - rozgrywki pucharowe.


Przed rozpisaniem oficjalnej drabinki, analitycy Wrogeo nieustannie studiowali ranking drużyn i niestety, mimo prób, nie udało się złamać tej enigmy.Ostatecznie los skojarzył nas następująco:


W związku z naszym niezłym wynikiem grupowym, pierwszy raz od dawna, udało nam się uniknąć pierwszej rundy play-off. Tym samym, nasza droga na drugoligowe parkiety skróciła się o 1/3, zanim w ogóle przystąpiliśmy do walki. W drugiej rundzie czekała na nas ekipa 4Fun, która bynajmniej nie grała for fun... Kibice starszej daty mogli znaleźć w szeregach przeciwników kilka ciekawych nazwisk - Marcin Zabiegliński czy Filip Potycz to gracze z historią na wyższych szczeblach rozgrywek, szczególnie ten pierwszy ma bogate doświadczenie z SW  i 1 ligi. Na przełomie XX i XXI wieku M.Zabiegliński był jednym z lepszych środkowych rozgrywek, reprezentując m.in. ekipę Veka Czarniak i pamiętny Computeland.

W naszej drużynie,chciałoby się rzec jak zawsze, nie zabrakło osłabień - Rafał Skibicki został wpisany na listę kontuzjowanych (out of the season), a Piotr Szaflik popełnił straszne błędy w obliczeniach i postanowił się ożenić. Dodatkowo, do gry na najwyższych obrotach nie był gotowy Bondzki. W wypełnionej po brzegi hali przy ul. Trwałej, musieliśmy zrobić następny krok w kierunku 2 ligi...

Początek meczu to wspólne "badanie się", ale nie straciła na tym intensywność spotkania. Obie drużyny narzuciły szybkie tempo i trafiały na dobrym %  rzutów z gry. Wiedzieliśmy, że kluczem do zwycięstwa będzie zatrzymanie przeciwnika pod koszem, bo właśnie w "pomalowanym" mieli największą przewagę, wyrażoną w centymetrach i kilogramach. Swoje siły w obronie  skupiliśmy przede wszystkim  na zacieśnianiu strefy podkoszowej, świadomie prowokując rywali do rzutów dystansowych. Jak się potem okazało - tak taktyka przyniosła skutek gdyż drużyna przeciwników nie grzeszyła skutecznością, kończąc spotkanie z wynikiem 4/18 zza linii 6,75 cm. W naszych szeregach tytaniczną pracę w obronie wykonał "nieobliczalny wojownik" Łukasz Rudnik. Przez całe spotkanie Rudy walczył z wyższymi i
silniejszymi rywalami, ale ani na moment się nie oszczędzał. W jego przypadku powiedzenie "kopać się z koniem" idealnie znalazło odzwierciedlenie w rzeczywistości. Na pierwszą kwartę schodziliśmy prowadząc 1 oczkiem. Druga część spotkania to dalej gra punkt za punkt, ale to 4FUN był jakby cały czas krok przed nami. Staraliśmy się napędzać grę, szukając w ten sposób słabości wśród rywali. Dużo ożywienia wprowadził Grzybekzanotował ważną zbiórkę w ataku, dołożył trójkę. Mimo naszej skromnej ławki, możemy śmiało powiedzieć, że nasz 6th man spełnili swoją rolę. Wynik do przerwy 31:28 wcale nie stawiał nas w komfortowej sytuacji, bo wiedzieliśmy, że przed nami przeklęta trzecia kwarta...

Niestety, po 2 minutach trzeciej odsłony po prostu stanęliśmy, pozwalając zawodnikom 4FUN na wypracowanie ośmiopunktowej zaliczki. W napływie frustracji Bondzki rwał włosy z głowy i natychmiast zareagował, biorąc 20sekundowy time-out. Na szczęście poskutkowało.Nie chcąc, aby Łysy już całkowicie wyłysiał, zdobyliśmy 12 punktów z rzędu i przed ostatnią odsłoną prowadziliśmy 47:45. To co zdarzyło się w ostatniej kwarcie, przejdzie na pewno do historii Wrogeo.pl. Uznaliśmy chyba, że nie może być za łatwo i na "dzień dobry" przyjęliśmy na klatę kolejne 8 punktów. Tym razem sami postanowiliśmy wziąć sprawy w swoje ręce i znowu  dogoniliśmy rywali, szukając przede wszystkim przechwytów i kontr. Kiedy na zegarze pozostały około 2 minuty do końca meczu, dał o sobie znać weteran Przemo Pawlak - dwa przechwyty połączone z asystami dały nam chwilę oddechu , po chwili jednak oponenci znowu zbliżyli się do nas na wciągnięcie ręki.  Mając piłkę, 2 punkty przewagi i 30 sekund do końca meczu musieliśmy dobić zmęczonego rywala. Zagraliśmy szeroko, rozrzucając strefę, ale po naszym rzucie piłka nie dotknęła obręczy. Znowu tam gdzie trzeba był jednak Przemo, zebrał piłkę w ataku i oddał na obwód, a tam czekał już Paweł Rutski. Popularny "korzeń" nie zastanawiając się długo, posłał piłkę w kierunku kosza i rzutem dystansowym ostatecznie pogrzebał szansę przeciwników na korzystny rezultat.
Prawdziwy Closer !! Ekipa 4Fun nie mogła się z tego podnieść i nasza wygrana stała się faktem !!!

Ciężki był to bój, ale udało się. Na uwagę zasługuje career high Roots'a (19 pkt), który jak zwykle wspomagany był przez BiDżeja (15 pkt) i Przema (14pkt). Swoją cegiełkę dorzucił też Rudy (11pkt). Do przewidzenia było, że przegramy deskę, także porażka 28:42 w tym aspekcie zupełnie nas nie zdziwiła. Meczy wygraliśmy dzięki twardej obronie, chociaż paradoksalnie straciliśmy dość sporo punktów. Gdyby nie determinacja całego zespołu,
szczególnie pod koszem, nie udało by się odnieść tego zwycięstwa. Przed nami kluczowy pojedynek. Łysy z UEFA ( podobieństwo do naszego kapitana przypadkowa) wyciągnął już losy i jak widzimy na zdjęciu - ostateczną batalię stoczymy z SAMPRAUSEM II. Jeśli uda nam się przechylić szalę zwycięstwa na korzyść , to od października przystąpimy do rozgrywek już jako drugoligowiec.

Wszystkich kibiców, matki, żony i kochanki zapraszamy na ostatnie, decydujące spotkanie, które odbędzie się w hali LO9 przy ul. Skargi. Niedziela, 22.06.2014 godzina 15:30 - MUSISZ TAM BYĆ !!!!!!

wtorek, 20 maja 2014

Prezentujemy wywiad z naszym kapitanem Bartoszem Paprockim. O planach na sezon, kontuzji i bieżących sprawach drużyny w luksusowym materiale, który przygotował dla nas reporter New York Times'a.

NYT : Jak zdrowie, kiedy wracasz do gry, co mówią klubowi fizjoterapeuci ?

BP: Optymistyczne prognozy mówią o powrocie na ostatnie fragmenty obecnego sezonu. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to jednak powrót dopiero w następnych rozgrywkach. Kolano lepiej jest dobrze wyleczyć i należycie przepracować rehabilitację. O odnowienie urazu jest niezmiernie łatwo, zwłaszcza w wyniku szybkiej i twardej gry, jaką prowadzimy. Przed nami ostatni mecz grupowy i faza play-off. Wiem, że przydałbym się drużynie, ale jestem pełen optymizmu, gdy widzę, jak godnie zastępuje mnie Paweł Root-ski Trzeba chyba po cichu przyznać, że moja absencja pomogła wybić mu się na wyżyny umiejętności. Paweł doskonale wykorzystuje dodatkowe minuty, które spędza na parkiecie. Na pewno wpływ na to ma fakt, że właśnie rozgrywa swój contract year, a notując takie statystyki może być spokojny, że podpisze nowy, prawdopodobnie życiowy kontrakt na następne lata.

NYT : Jak oceniasz ostatnie spotkanie z Łobuzersami, co wg Ciebie było kluczowe w zwycięstwie, kogo byś wyróżnił z drużyny za to spotkanie?

BP: Wyróżnić trzeba wszystkich, bo każdy wniósł do meczu cenne zdobycze. Mówię tutaj zarówno o punktach, jak i o grze poza czysto koszykarską wartością, Bartek Jakubowski doskonale wie, do czego się odwołuję... i jego vis-a-vis spod stref podkoszowych Łobozersów wie to jeszcze lepiej! To jest ważne zwycięstwo. Cieszę się, że udowodniliśmy, że nawet mimo słabego początku byliśmy w stanie wrócić do gry, następnie przejąć mecz i kontrolować go do końca. Drużyn na poziomie naszych ostatnich rywali jest w 3. lidze najwięcej. Musimy z nimi wygrywać, to dla nas musi być standard jeśli myślimy o medalach.

NYT : Jesteś współzałożycielem, kapitanem i legendą Wrogeo, ale wiemy też, że pełnisz rolę GMa drużyny. Powiedz, czy w ramach salary cap w kolejnym sezonie planujecie jakieś wzmocnienia?

BP:Salary cap jest bardzo napięte. Jak już wspomniałem, po sezonie siądziemy do renegocjacji kontaktu Pawła Rutskiego, naszego obecnego clutch playera. Obawiam się, że Paweł podyktuje twarde warunki i nie obejdzie się bez konieczności zapłacenia luxury tax w następnym sezonie. Ale mamy do wyboru - pożegnać się z Pawłem (prasa już spekuluje, wymieniając jego potencjalnych nowych pracodawców) i momentalnie stać się czerwoną latarnią ligi lub sprostać jego żądaniom i dalej dyktować warunki w rozgrywkach. Poza tym skład mamy skonsolidowany i tylko permanentne kontuzje mogą sprawić, że będziemy poszukiwać wzmocnień. Trzon zespołu jest stabilny.

NYT: Od dłuższego czasu Wrogeo walczy w play-offach, jednak do tej pory bez sukcesów. Nie jesteście faworytami bukmacherów, ale w 2giej lidze grały już w historii gorsze drużyny od Was. Czego do tej pory brakowało żeby świętować awans ?

BP:Tradycje Wrogeo są piękne i pozwalają patrzeć w przyszłość z optymizmem. Dwa razy odbieraliśmy medale, celebrując awans zarówno do 2., jak i do 1. ligi. Wygrywanie mamy we krwi. To tylko kwestia czasu. Czego zabrakło dotychczasowej drużynie? Odrobiny szczęścia, które w sporcie jest równie niezbędne jak umiejętności.

NYT:Zarząd klubu ma w zwyczaju organizować przedsezonowe zgrupowania kondycyjno-metalno-psychofizyczne m.in. w górach, czy jako członek rady drużyny możesz potwierdzić, że w ten sam sposób będziecie przygotowywać się do kolejnych rozgrywek?

BP: Na razie skupiamy się na obecnym sezonie. Na pewno plany obejmują coroczne zgrupowanie kondycyjne w wysokich górach. Panujący tam mikroklimat sprawia, że pracujemy efektywnie nad wydolnością. Zresztą w trakcie sezonu nasza forma jest cały czas wysoka, gdyż co tydzień aktywnie trenujemy w bardzo ciężkich warunkach. Nieliczni dają radę wytrzymać do końca. Muszę przyznać, że ja sam trochę straciłem kondycję ostatnimi czasy i często odpadam jako jeden z pierwszych. Trening czyni mistrza, więc kładziemy ogromny nacisk na te przygotowania.



poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Sheed tribute.

http://wrogeo.blox.pl/resource/BDL.jpg  Nasz kolejny przeciwnik to doświadczona drużyna Powerman Sport, którą podjęliśmy w niedzielę 27 kwietnia w naszej domowej Trwała Center. Na ławkę wrócił nasz kontuzjowany kapitan – Bartosz „Łysy” Paprocki, co dawało podwójną nadzieję na zwycięstwo. W normalnych okolicznościach przyrody przystąpilibyśmy do meczu z respektem dla rywala, ale pewni zwycięstwa i naszych możliwości. Zbieg różnych wydarzeń spowodował, że  spotkanie okazało się katorgą...

  Relację powinienem zacząć od dnia poprzedzającego mecz, kiedy to połowa drużyny wybrała się na konferencję zatytułowaną „wpływ alkoholu na organizmy żywe„. Nikt z nas nie spodziewał się, że dyskusja będzie tak długa i zażarta, dlatego do meczu przystąpiliśmy mocno niewyspani, długo w głowach rozgrywając wątki dnia poprzedniego. Jakby tego było mało, nasz kluczowy bench player Łukasz Grzyb postanowił zostać w domu i obejrzeć mszę kanonizacyjną Jana Pawła II, a człowiek strata – Paweł Rutski stawił się na meczu praktycznie bez ręki (kontuzja).

  Wybrakowani i osłabieni przystąpiliśmy do meczu, który od początku był wyrównany, a żadna z drużyn nie potrafiła uwypuklić swojej przewagi. Dopiero w 2 kwarcie Powerman odskoczył na 6 punktów, a my byliśmy w stanie zdobyć w tej ćwiartce zaledwie 3 oczka. Trzecia część meczu to dalej gra punkt za punkt i na parkiecie zaczęło się robić nerwowo.  Narastająca frustracja dała o sobie znać niemal natychmiast - Rafał Skibicki postanowił subtelnie nadmienić, iż nie zgadza się z decyzją sędziego. Ten pozostał jednak nieugięty i zaprosił naszą wieżę na przymusowy spacer poza murami SP72 – faul dyskwalifikujący jeszcze bardziej wpłynął na naszą kondycję fizyczną i morale. Mimo takiego obrotu sprawy, stać nas było  w czwartej kwarcie na jeszcze jeden zryw -  prowadzeni przez najlepszego strzelca spotkania Bartosza Jakubowskiego (12pkt)  byliśmy blisko remisu, ale ostatecznie ulegliśmy 38:40.

  Nie pomogła nam wygrana na tablicach i doskonała postawa w tym aspekcie Jakuba Pronovitza (14zb). Rywal odniósł duży sukces, wprawiając bukmacherów w czarną rozpacz i  tym samym trafiając na listę ekip, z którymi mamy do wyrównania rachunki.

W grupie pozostały nam dwa spotkania – naszymi przeciwnikami będą Łobuzersi oraz Perspektywa. Jeśli chcemy się liczyć w fazie play-off,  nie możemy pozwolić sobie na potknięcia. Tylko komplet zwycięstw może pozwolić nam spoglądać na rywali z góry i myśleć o tym, czego zawodnicy w mixed zonie nie chcieli oficjalnie przyznawać -  celem Wrogeo.pl jest awans !

Wrogeo.pl - Powerman Sport 38:40

Wrogeo.pl: Jakubowski 12, Rudnik 10(2), Pawlak 6(1), Skibicki 6, Pronobis 2, Rutski 2, Szaflik 0

Powerman Sport : Staniów 8, Milejski 7, Zielski 6, Dobies 0, Ekiert 7, Sankowski 4, Filipowski 0, Wierzbicki 4, Kajewski 4

czwartek, 24 kwietnia 2014
39. edycja w pełni!

 Przerwa spowodowała, że w mgnieniu oka połowa kolejnego sezonu jest już za nami.  Ani się obejrzeliśmy, a po 4 rozegranych meczach legitymujemy się bilansem 3-1, przy kilku okazałych zwycięstwach. Inauguracja sezonu nie była zbyt udana, bowiem Napalm potraktował nas otwartym ogniem i wygrał 38:48. Gorące powitanie, które okazało się zimnym prysznicem, podziałało mobilizująco. Z każdym kolejnym meczem nasza forma rośnie (a może forma przeciwników maleje...?). Kolejno rozbiliśmy: Daj Spokój, Przystojny Basket oraz  B-Ball Junior Dzierżoniów. Gracze Daj Spokój najwyraźniej po trzech kwartach zmagań "dali sobie spokój" ze zdobywaniem punktów i w ten sposób odskoczyliśmy, ostatecznie wygrywając 58:46. Urody zawodników Przystojnego Basketu nie oceniamy, jednak koszykarsko nie zaimponowali, uzyskawszy wynik 36:71. Młodzi gracze z Dzierżoniowa płacą we Wronbie frycowe, przegrywając z każdym wysoko. Od nas zebrali 83 punkty doświadczeń, sami uzyskując zaledwie 22.
Kolejne mecze przed nami!